Oliva serie G

Dzisiaj recenzja pisana w trakcie palenia.

Ocena wizualna ślicznej Olivy przebiega bardzo dobrze. Jest twarde, dobrze zbite, choć ze skłonnością do trzeszczenia – liść okrywowy podejrzanie suchy, a przecież leżakował w odpowiednich warunkach. Możliwe, że „ten model tak ma”. Otwieram puncherem – według mnie przy płaskiej głowie cygara lepiej otwierać puncherem niż tradycyjnym obcinaczem. W każdym razie po otwarciu i usunięciu dosłownie jednego okrucha tytoniu cygaro jest idealne – dobrze leży w ustach, tytoń nie kruszy się, ciąg przyjemny, jakby kakaowy. Czas na odpalenie.

Sam początek, pierwsze kilka puffów, to wyraźna mieszanka kawy i czekolady – zupełnie niespotykana i bardzo przyjemna.

Pierwsza tercja upływa pod znakiem jedwabistej skóry. Dym jest pieprzny, aż kręci w nosie, ale w smaku tego nie wyczuwam. Przyjemne wrażenie. Ogarnia mnie lenistwo. Popiół co prawda nie jest tak idealny jak w przypadku Oliva Connecticut Reserve Robusto, ale przedmuchiwanie jest o wiele łatwiejsze. Inna sprawa, że przy tym cygarze bardziej potrzebne. Po przedmuchaniu powrót do kawowej czekolady (albo czekoladowej kawy) z początku. Zauważam, że po ogrzaniu, już w połowie tercji całe cygaro zrobiło się nieprzyjemnie miękkie.

Druga tercja to przede wszystkim skóra z odrobiną pieprzu, tym razem wyczuwalną także na języku, oraz resztka wcześniejszej kawy. Cygaro wymaga częstego przedmuchiwania, ale odwdzięcza się za nie. Lekko przy tym prószy. Wrapper pękł, ale na szczęście tuż przy spopielonym końcu, więc nie przeszkadza. Przynajmniej spalanie równe jak od linijki. Pod koniec tercji dobieram się do pierścienia. Po jego zdjęciu moim oczom ukazał się wyraźny, ciemny ślad, znaczący miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się pierścień z dumnym napisem Oliva serie G. Zaczynam się zastanawiać w jakich warunkach przebywało to cygaro zanim do mnie dotarło… Odłożyłem na chwilę do przestygnięcia, po czym odkryłem nową dawkę kawowego aromatu. Bardzo przyjemnie.

Trzecia tercja i dym gryzie mnie coraz bardziej. Cygaro zrobiło się szorstkie w smaku i prószy popiołem niemiłosiernie. Mam wrażenie, że palę zupełnie co innego niż na początku. Przedmuchuję i pozostawiam do ostygnięcia. No! To rozumiem! Dym stał się jakiś bardziej kremowy, za to smak zyskał na intensywności i stracił irytującą goryczkę. Niestety nie potrwało to długo i z przykrością muszę uznać trzecią tercję za najgorszą.

Całe cygaro nieźle komponowało się ze szkocką i współgrało z orzeszkami w czekoladzie, które pomagały mi zmieniać smak na podniebieniu pod koniec palenia. Cała przyjemność trwała prawie półtorej godziny. Nie mogę doczekać się kolejnych Olivek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s